Każda osoba przebywająca z dziećmi zastanawia się nad najlepszą metodą ich wychowywania. Często nie tylko rodzice, ale i opiekunowie czy nauczyciele określają dzieci jako "trudne". Jakie jest dziecko "trudne"? Tak naprawdę zależy to od osoby, która używa tego określenia. Dla jednych będą to dzieci niespokojne, żywe i ruchliwe, dla innych głośno mówiące, często płaczące czy też dzieci, które krótko śpią i już z samego rana wołają rodziców do zabawy. Tak naprawdę nie ma dzieci trudnych. Są tylko zmęczeni dorośli, którzy nie radzą sobie z opieką nad dzieckiem. Często wynika to z różnicy temperamentów lub przepracowania rodzica. Zdarza się także, że rodzice, którzy uważają, że ich dzieci są "trudne" nie byli właściwie przygotowani do rodzicielstwa lub mają mało cierpliwości czy tolerancji. Dzieci wychowujemy tak, jak sami zostaliśmy wychowani, jak nasi dziadkowie wychowali naszych rodziców itd. Schemat wychowania jest przekazywany z pokolenia na pokolenie i niezwykle trudno jest przerwać ten ciąg. Dzieci nie robią nic bez powodu. Mają swój rozum i swoje myśli, i chociaż dorosłym często ich zachowanie wydaje się niewłaściwe i irracjonalne to jest ono wynikiem stanu wewnętrznego dziecka, emocji, jakie w danej chwili przeżywa oraz tego, co czuje. 
 

Zanim skrytykujemy czy skarcimy dziecko warto zastanowić się, czy w swojej przeszłości, we wspomnieniach z dzieciństwa nie mamy podobnej sytuacji i przypomnieć sobie jak czuliśmy się w niej jako dziecko. Jeśli jest to sytuacja nowa, warto postawić się w roli dziecka i spróbować wyobrazić sobie, jak czulibyśmy się na jego miejscu. Nawet jeśli wtedy wyda nam się, że dziecko jest złośliwe i niedobre, pamiętajmy, że ma do tego prawo, a jego złość wynika z sytuacji, której może nie rozumie.
Aby poradzić sobie z dzieckiem przede wszystkim należy zobaczyć w nim osobę. Dziecko tak jak i każdy dorosły niezaprzeczalnie jest człowiekiem, jednak pojęcie "człowiek" nie uwzględnia różnic indywidualnych i wnętrza. Osoba to ktoś, kto jest sobą, kimś niepowtarzalnym, ma swoje myśli, uczucia i upodobania. Każdy dorosły, który podejmuje się pracy z dzieckiem bądź roli rodzicielskiej powinien uświadomić sobie, że już w okresie prenatalnym dziecko jest osobą. Oznacza to, że maluch ma prawo płakać, kiedy jest mu źle, ma prawo złościć się i marudzić. Nie jest to łatwe do zaakceptowania przez troskliwych rodziców, ale dorosły powinien zobaczyć, że dziecko ma swoje smutki i troski, ma swoje problemy, które choć dla nas dorosłych są błahe, dla malucha zwiastują koniec świata. Warto dodać w tym miejscu, że dzieci często reagują na swoje troski naśladując dorosłych, którzy są im najbliżsi. Nie należy więc się dziwić, że dziecko reaguje bólem głowy na wiadomość o wyjeździe do rodziny, skoro jego mama narzeka na migreny przed każdym spotkaniem z teściową. 

Dziecko przychodząc na świat nie wie, jak ma sobie radzić ze światem. Poznaje otoczenie, uczy się reagować na różne sytuacje poprzez obserwowanie najbliższego otoczenia i naśladowanie dorosłych. Wiedza o tej prawidłowości pomaga zrozumieć i zaakceptować dziecko takie jakie jest. Co jeszcze może pomóc rodzicowi czy opiekunce zaakceptować zły nastrój dziecka? 

Spróbujmy wypunktować co pomaga dorosłym właściwie widzieć dziecko
• zobacz w dziecku osobę, która ma prawo do odczuwania wszystkich emocji i wyrażania ich 
• dziecko uczy się żyć naśladując dorosłych 
• troski dziecka są dla dziecka takim samym zmartwieniem jak dla dorosłego jego problemy 
• nie wymagaj od dziecka czegoś, czego sam nie spełniasz 
• wola i rozum kształtują charakter dziecka, ma więc ono prawo po swojemu tłumaczyć doświadczenia i może chcieć zupełnie czego innego niż dorosły 
• dziecko nie jest rodzicem, nie musi podzielać emocji, chęci i marzeń mamy lub taty, ma swoje własne życie wewnętrzne

Zdarza się jednak, że dziecko już przyswoiło sobie pewien wachlarz zachowań, które nie odpowiadają normom (na przykład zaczynają płakać i krzyczeć na środku supermarketu domagając się nowej zabawki). Wielu specjalistów twierdzi, że w takich sytuacjach należy ignorować niepożądane zachowania dziecka, a nagradzać pochwałą te, które są odpowiednie. We wspomnianej sytuacji histerii w supermarkecie warto spróbować podać leżącemu maluchowi poduszkę pod głowę i odejść w spokoju. Dzieci w takiej sytuacji najczęściej reagują niesamowitym zdziwieniem i przestają płakać. To, że dziecko zachowuje się nieodpowiednio nigdy nie jest problemem dla dziecka, zawsze bardziej dokucza ten fakt dorosłym, którzy czują się zawstydzeni, że obcy ludzie są świadkami ich niepowodzeń wychowawczych. Jednak włos się jeży na głowie na widok rodziców, którzy szarpią swoje małe dzieci i krzyczą na nie a nawet biją w tramwajach, autobusach czy na ulicy. 

Powszechnie wiadomo, że dzieci nie należy bić, jednak przyjęte jest, że wolno im dać "ostrzegawczego klapsa". Przemoc fizyczna w każdej postaci, jest przede wszystkim wynikiem słabości dorosłego i brakiem rozsądnych argumentów z jego strony. Uciekamy się do "klapsów", bo sami w dzieciństwie byliśmy tak traktowani. Gdy dorosły nie rozumie dziecka, najprościej jest mu je zbić. A po latach dziwi się, dlaczego syn czy córka okazuje się przestępcą okradającym sklepy.
Dziecko, które jest rozumiane, które od kołyski widzi miłość w oczach mamy pochylającej się nad nim, które czuje ciepło jej dotyku i zapach, ma możliwość rozwijania w sobie wszystkiego, co najlepsze. Noworodek powinien spędzać czas z mamą nie tylko wtedy, kiedy płacze. Płacz dziecka jest znakiem, że jest mu źle. Jeśli maluch nauczy się, że dorosły jest z nim tylko wtedy, kiedy dziecko płacze, będzie wykorzystywać ten środek w celu przywołania do siebie mamy czy opiekunki. Nie należy ignorować płaczu dziecka. Kiedyś uważano, że jeśli maluszek ma suchą pieluszkę, jest najedzony i położony do łóżeczka, żeby spał, to jego płacz należy ignorować jako nieuzasadniony. Nikt nie zastanawiał się nad tym, że niemowlę może płakać leżąc samotnie w pokoju, bo jest mu smutno, bo tęskni za mamą, chce być przytulony, nie chce być sam lub boi się dźwięków dochodzących zza okna. Jeśli pokażemy dziecku, że rodzic czy niania jest przy nim nie tylko wtedy, kiedy płacze, to płacz stanie się sygnałem niedogodności, bólu czy dyskomfortu, przestanie być wykorzystywany do innych celów.
 
 
Innym przekonaniem, które wciąż funkcjonuje, jest twierdzenie, że małe dziecko nie jest w stanie zrozumieć spraw dorosłych. Trudno się z tym nie zgodzić, ale warto pomyśleć czy na pewno tak jest. Dzieci często nie rozumieją dorosłych nie dlatego, że nie są w stanie, ale dlatego, że informacje, które do nich docierają są niepełne bądź przekazane językiem dorosłych. Dziecko, któremu nie tłumaczy się doświadczeń otoczenia jego własnym językiem, próbuje na swój własny sposób wyjaśniać świat, to co widzi i przeżywa. Nie jest prawdą, że najlepiej, gdy dziecko idzie do swojego pokoju na czas kłótni rodziców. Maluch słyszy przez ściany, że dzieje się coś niedobrego i najczęściej sobie przypisuje winę za nieporozumienia między rodzicami. 

Myśli, że rodzice kłócą się, bo ono było niegrzeczne, obawia się, że rodzice rozstaną się z jego powodu. Jeśli dziecko jest świadkiem kłótni, czy innych dramatycznych zdarzeń, obowiązkiem rodzica jest wytłumaczenie maluchowi, zrozumiałym dla niego językiem, co się dzieje. Oprócz tego należy zadbać o to, żeby dziecko było świadkiem nie tylko gwałtownych dyskusji rodziców, ale także chwili pogodzenia się. Można powiedzieć mu wówczas, że tak już jest, że mamusia i tatuś czasem się nie zgadzają i kłócą się ze sobą, ale nie ma to nic wspólnego z dzieckiem, a ponadto nie umniejsza to ich miłości do siebie nawzajem i do dziecka. Rozmawiajmy z dzieckiem jak najczęściej, tłumaczmy mu to, co się wokół niego dzieje tak, aby mogło pojąć doświadczenia, jakie go spotykają. Nie obawiajmy się, że dziecko nie zrozumie, bo jeśli nawet tak się stanie, to widząc wyrozumiałość rodziców nie będzie miało oporów przed zadawaniem pytań.


Nie ma dzieci "trudnych". Są za to dzieci nie kochane i nie zrozumiane. Są dzieci, od których rodzice wymagają, aby podporządkowały się wszystkim ich zaleceniom, rodzice, którzy nie potrafią lub nie mają czasu obserwować dziecka z cierpliwością i troską. Jednak to dorośli pokazują dziecku, jak ma żyć, jak radzić sobie w trudnych chwilach. Zanim nazwiemy dziecko "trudnym" pomyślmy przez chwilę dla kogo zachowanie dziecka jest trudne do zaakceptowania i skąd maluch wziął pomysł na właśnie taką postawę w danej sytuacji.